Dzień 668 - Kiedy nucisz "Plus i minus" w drodze na SKP.

 Dżeeem dobry!

Jeździmy. O własnych siłach! :D

Kiedy Diagnosta wręczał mi dowód rejestracyjny, powiedział: Płyń po morzach i oceanach.

Nie kituję, tak było, proszę Cioci. Wracałem na kołach z Krakowa, jestem oczarowany silnikiem i zrywnością i rozczarowany hamulcami z którymi coś będę musiał zrobić. 

Łotewa, dojechałem do domu sam, bez pomocy lawety, a dzisiaj po wizycie na stacji benzynowej, gdzie z fasonem lałem 100 oktanowego V-Powera do Fiata 126, zostałem gwiazdą postoju na czerwonym pod M1. Kierowca Passerati zachęcił mnie do pozowania podczas kiedy on mi robił fotkę komórką. 

No naprawdę proszę Cioci !

Potem mnie wpuścił przed siebie lewym pasem żeby posłuchać jak zmieniam biegi jak karabin maszynowy. Pierwszy - drugi - trzeci - czwarty i... i tyle, bo jeszcze nie kupiłem nadbiegu od włochów.

Zbijałem powietrzne piątki z chłopakami w Defenderze umazanym błotem, na blachach KR i pieszym który miał taką mine jak ja kiedy Żona, ta najlepsza, wita mnie w domu obiadem.

Fajne to, o dziwo nie czuje się na drodze zawalidrogą, do 80 km/h mam tempo mocnych diesli, potem daję innym fory. 

Przejechane do tej chwili 150 km, apetyt na paliwo spory, ale zajeżdżam na Shella jak młody raper, bo mam bak o pojemności 24l i stać mnie lać do pełna. A jak! :)

-Hałas? 

-Co?!

-Hałas?!

-Co?!

-Ćpałeś?!!

- Nic nie słyszę, wiesz, to przez ten hałas!

Amen.


Jak nam się będzie układało ? Czas pokaże. 

W odpowiedzi na wątpliwość czy końca tej podróży dożyję ja, on czy moje małżeństwo?

Okazało się że do przystani dopłynęliśmy wszyscy. Szczęśliwie. 

Dziękuję Kochana Żono.

Ten złom kosztował Cię dużo więcej pracy niż mnie :)






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 996 - W Ciechocinku, tam gdzie Dom Zdrojowy, Maxi Kaz - rusza na łowy.

Dzień 1026 - Kraków lubi Amerykę.